Andrzejki w e-naturalne.pl

czwartek, 29 listopada 2012

1 komentarze

Czarownice zapełniają kociołki...

Wiadomo nie od dziś, że najpierw trzeba uzupełnić magiczne zapasy, a dopiero później przystąpić do wróżenia, czarów-marów, hokusów-pokusów itp.

Rzeczą oczywistą jest także fakt, że najlepiej wróży się i czaruje z półproduktów naturalnego pochodzenia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, przecież to potężna i wszechobecna Matka Natura rozdaje swym dzieciom-półproduktom magiczne właściwości!

Powiadają także, iż najlepiej uzupełniać zapasy 30 listopada od godziny 00:00 do 23:59, ponieważ w dniu świętego Andrzeja moc naturalnych półproduktów jest znacznie silniejsza i działa wówczas przez cały następny rok. Do tego istnieje pewna przepowiednia: "ile półproduktów tego dnia zakupisz, tyle szczęścia będziesz miał w przyszłym roku". My, idąc za ciosem, postanowiliśmy dorzucić nieco szczęścia do kociołka osoby, która tego magicznego dnia zrobi w naszym sklepie zakupy za największą kwotę. Taka mała nagroda niespodzianka sprawi, że szczęście zacznie wylewać się z kociołka!



Magiczne pochodzenie kosmetyki naturalnej

Czy wiecie, że średniowieczne czarownice to były tak naprawdę miłośniczki kosmetyków naturalnych, które codziennie ukręcały jakieś kremiki, sera, toniki czy balsamy? A kosmetyka naturalna pochodzi jeszcze z okresu starożytności, kiedy to alchemia zaczynała rozwijać się małymi kroczkami?


Współcześni miłośnicy kosmetyków naturalnych nie różnią się specjalnie od tych rodem ze starożytności czy średniowiecza. Rozejrzyjcie się wokół siebie, spójrzcie na swoje półki zastawione kielicho-miarkami, różdżko-szpatułkami, kociołko-moździerzami, receptularzami i oczywiście dokładnie wyselekcjonowanymi darami natury. Zwróćcie uwagę na poszczególne słoiczki z magicznymi specyfikami, z których unoszą się zapachy i zalewają wszystkie pomieszczenia w domu – cóż spójrzmy prawdzie w oczy, „aromat” alg może wzbudzać podejrzenia. A teraz spróbujcie coś sami ukręcić... Wyjmijcie wszystkie składniki, wrzućcie je do kociołka, podgrzewajcie, ucierajcie i mieszajcie, pamiętając, by postępować zgodnie z receptularzem. Gotową miksturę rytualnie nałóżcie na twarz, może nawet kilka razy, by po jakimś czasie zaobserwować zmiany: młodniejecie, bo ubywa Wam zmarszczek, piękniejecie, bo Wasza cera staje się gładka i promienna, wzbogacacie się, bo nie inwestujecie już w drogie, nic niewarte kosmetyki drogeryjne. Czasem również wzbudzacie grozę, gdy pokazujecie się innym ludziom z kolorową maseczką na twarzy, wówczas możecie zostać uznani nawet za potwora...

Cóż, nic dziwnego, że swego czasu na tego typu praktyki wprowadzono zakaz - wzbudzały one jednocześnie strach i podziw, ponieważ rezultaty tych działań były iście magiczne. Na szczęście dzisiaj możemy praktykować kosmetykę naturalną bez groźby spłonięcia na stosie! A jakiż wieczór jest lepszy do tego celu niż wigilia świętego Andrzeja? Żaden! Andrzejki to najlepszy moment na mieszanie kosmetyków naturalnych, jednak aby wzmocnić ich działanie, musicie poznać kilka sekretów...


Wróżby, wróżby, wróżby...

  • Lanie oleju - do miski nalej wody, następnie przygotuj stary klucz z dziurką oraz olej o właściwościach takich, które dopasowane są do Twoich potrzeb. Klucz trzymaj nad wodą i zacznij ostrożnie przelewać olej przez dziurkę od klucza. Z kształtów oczek powstałych na wodzie odczytaj swoją przepowiednię.
  • Rząd półproduktów - ta wróżba przeznaczona jest dla panien. Niech każda ze zgromadzonych panien wybierze po jednym półprodukcie kosmetycznym, następnie pod ścianą ustawiajcie je jeden po drugim, ta panna, której półprodukt jako pierwszy dotrze do progu - pierwsza wyjdzie za mąż.
  • Ukręcenie kremu - przygotuj wszystkie składniki do stworzenia wymarzonego kremu, połącz je i nałóż kosmetyk na twarz, jeśli dobrze zadziała i nie wywoła żadnych uczuleń ani podrażnień, to znaczy, że krem ten musisz stosować przez cały rok, by zachować piękny wygląd twarzy.
  • Toczenie piłeczki - przygotuj małą piłeczkę oraz kilka półproduktów. Następnie ustaw półprodukty w rządku i potocz w ich stronę piłeczkę, tych, które przywrócą się jako pierwsze, musisz używać częściej w przyszłym roku.

Bawimy się w małego alchemika: pierwszy samodzielnie przygotowany balsam

wtorek, 27 listopada 2012

1 komentarze
Czy zdarzyła się Wam kiedyś następująca sytuacja…

Odwiedzacie znaną drogerię, by kupić balsam do ciała. Niestety, wybór okazuje się niezwykle trudny, ponieważ drogeryjne półki niemal uginają się pod powalającą ilością balsamów. W końcu Wasz wzrok przyciąga ładne opakowanie, natomiast z ceną jest już gorzej: drogawo, ale myślicie sobie: skoro drogo, to znaczy, że produkt jest naprawdę świetny. Wydajecie ostatnią kasę na koncie na balsam o właściwościach niemal magicznych. Trudno na jedzenie już nie starczy, ale za to moje ciało będzie wyglądało bosko – tak tłumaczycie swój mały występek. Wracacie do domu, korzystacie z balsamu z uśmiechem na ustach… dzień, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc… a efektów wciąż nie widać. Uśmiech schodzi z Waszej twarzy i najchętniej wyrzucilibyście ten demoniczny produkt do kosza, ale nie możecie tego zrobić, bo przecież zapłaciliście za niego majątek…

Znacie taką sytuację z autopsji? To lepiej raz na zawsze zapomnijcie o drogeryjnych balsamach. Czas przeznaczony na dojazd do drogerii i przeszukiwanie sklepu w celu znalezienia wymarzonego balsamu lepiej poświęcić na samodzielne jego przygotowanie. Nie jest to wcale takie trudne, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka i wcale nie musicie być wykwalifikowanymi chemikami, żeby móc samemu „ukręcić” dostosowany do własnych potrzeb balsam. Jeśli jednak boicie się eksperymentować, skorzystajcie z gotowego zestawu. Wybierzcie odpowiedni dla siebie zestaw półproduktów, zamówcie go i do dzieła!

Jeśli wciąż nie czujecie się przekonani, udowodnię Wam w tym poście, jak banalnie proste jest samodzielne przygotowanie balsamu i gwarantuję – spróbujecie raz i już nigdy nie wrócicie do drogeryjnych balsamów!

Ja, na potrzeby tej notki, wybrałam balsam do przesuszonej skóry z olejem z avocado oraz ekstraktami z prawoślazu, Centella asiatica i aloesu. Dorzucę do niego jeszcze ekstraktu z kawy, aby wzbogacić balsam o efekt ujędrniający ;)

I tak, oto co zawiera gotowy zestaw potrzebny do przygotowania mojego balsamu o pojemności 200 g:
  • bazę kremową – 120 g (skład bazy: Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,Shea Butter, Panthenol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Tocopherol, Sodium Phytate, gotowa baza pozwala bardzo szybko sporządzić balsam, przy tym idealnie wchłania się, nie pozostawiając na ciele uczucia tłustości);
  • olej z avocado – 20 g (jest bogaty w witaminy A, B, E, H, K, PP, F, stanowi źródło aminokwasów, protein i nienasyconych kwasów tłuszczowych, zawarty jest w nim również skwalen, czyli składnik ludzkiego sebum, posiadający właściwości antyzapalne i antygrzybiczne oraz chlorofil, który również działa antyzapalnie oraz łagodząco);
  • ekstrakt z Centella asiatica – 6 g (wykazuje silne działanie przeciwzapalne, przeciwdziała uszkodzeniom tkanki skóry w procesie starzenia się oraz stymuluje syntezę kwasu hialuronowego odpowiedzialnego za nawilżenie skóry);
  • ekstrakt z aloesu – 4 g (wykazuje silnie działanie łagodzące, przeciwzapalne i regenerujące, ponadto przyspiesza gojenie się ran, a jego właściwości nawilżające wpływają na zwiększenie elastyczności i jędrności skóry, jednocześnie odbudowując jej barierę lipidową);
  • ekstrakt z prawoślazu lekarskiego ECO – 10 g (zmiękcza i wygładza skórę, posiada właściwości przeciwzapalne, ochrania skórę przed szkodliwym działaniem środowiska oraz powoduje jej regenerację, łagodzi podrażnienia, stanowi doskonały składnik preparatów dla cery wrażliwej, chroni suchą skórę, a także łagodzi oparzenia, idealny produkt w walce z pękającymi piętami);
  • naklejkę;
Najważniejsze, wyżej wymienione, składniki są oczywiście załączone w zestawie i dokładnie odmierzone, jednak musimy jeszcze, już samodzielnie, przygotować 40 ml wody destylowanej (lub demineralizowanej) lub 40 ml hydrolatu – odmierzyć je możemy za pomocą załączonej pipety lub odpowiedniego naczynia miarowego np. za pomocą kompletu łyżeczek miarowych.

Ponadto, jak już wcześniej wspomniałam, ja do mojego balsamu dodatkowo wleję 10 g ekstraktu z kawy, ponieważ kasantyny i polifenole zawarte w kawie działają na tkankę tłuszczową, czyli redukują znienawidzony cellulit :)

Po zapoznaniu się ze składnikami balsamu, czas na jego przygotowanie. Przedstawię Wam teraz króciutki tutorial:
  • Sprawdzamy, czy mamy wszystkie składniki (nie zapomnijmy o wodzie lub hydrolacie!) i przygotowujemy nasze domowe laboratorium.
  • Teraz możemy zabrać się za „ukręcenie” balsamu. Do pojemnika z bazą kosmetyczną dodajemy odpowiednią ilość wody destylowanej (ewentualnie demineralizowanej lub hydrolatu) oraz załączony olej.
  • Dodane składniki intensywnie mieszamy, aż te połączą się i uzyskamy jednolitą masę.
  • Następnie do naszej masy dodajemy ekstrakty załączone w zestawie (plus w moim przypadku – ekstrakt z kawy), przy czym trzeba je przelewać bardzo dokładnie, niemal do ostatniej kropli, nie pozostawiając ich w opakowaniach.
  • Całość ponownie intensywnie i dokładnie mieszamy.
  •  Naklejkę z napisem: „Baza kremowa” zrywamy i na jej miejsce naklejamy: „Balsam do skóry suchej: avocado, prawoślaz, Centella asiatica”.
  • Voilà – balsam jest gotowy :)

Jeśli chcecie, żeby balsam miał piękny zapach, dodajcie do niego jeszcze odrobinę dowolnego olejku eterycznego :)

Balsam w zasadzie możemy przechowywać w temperaturze pokojowej do 25 °C, zalecane jest jednak przechowywanie go w lodówce. Jego termin ważności to 6 miesięcy.



Jak widzicie, samodzielne przygotowanie balsamu nie jest wcale takie trudne, a wręcz przeciwnie – daje ono ogromną satysfakcję! Powodzenia i nie zapomnijcie o tym, że domowe laboratorium trzeba czasem opuścić i trochę się przespać ;)

Bawimy się w małego alchemika: pierwszy samodzielnie przygotowany tonik

środa, 21 listopada 2012

2 komentarze


Wykonanie swojego pierwszego, całkowicie naturalnego toniku, kontrolując przy tym oczywiście jego skład, najlepiej zacząć od gotowego zestawu. Wybieramy sobie interesujący nas gotowy zestaw do zrobienia toniku, czyli taki, który dostosowany jest do rodzaju naszej cery i jej aktualnych potrzeb, zamawiamy go i oczekujemy na przesyłkę. W momencie gdy przesyłka do nas dotrze, możemy od razu zabrać się za jego przygotowanie, co, jak okazuje się, jest banalnie proste, ponieważ wszystkie półprodukty docierają do nas już odmierzone i wystarczy je tylko odpowiednio ze sobą połączyć.


Ja, na potrzeby tej notki, wybrałam tonik do cery trądzikowej z ekologicznych ekstraktów z aloesu i zielonej herbaty, który stanowi kojący eliksir o silnym działaniu łagodzącym, przeciwzapalnym i regenerującym oraz chroniącym skórę przed efektami przedwczesnego starzenia się. To idealny środek do likwidacji stanów zapalnych skóry – oczyszcza ją oraz przywraca równowagę lipidową. Tonik posiada silne właściwości nawilżające oraz antyseptyczne.


Oto, co zawiera gotowy zestaw potrzebny do przygotowania mojego toniku o pojemności 100 g: 
  • ekstrakt z aloesu – 2 g (wykazuje silnie działanie łagodzące, przeciwzapalne i regenerujące, ponadto przyspiesza gojenie się ran, a jego właściwości nawilżające wpływają na zwiększenie elastyczności i jędrności skóry, jednocześnie odbudowując jej barierę lipidową);
  • ekstrakt z zielonej herbaty  – 2 g (posiada zdolność do całkowitego zahamowania degradacji kolagenu, co ma korzystny wpływ na skórę, zachowując jej zdrowy wygląd i elastyczność, polecany jest do każdego rodzaju skóry, a w szczególności do: dojrzałej, dotkniętej cellulitem i zniszczonej słońcem, ponadto nie podrażnia, ani nie uczula);
  • bazę tonikową – 96 g (skład bazy: Aqua, Glycerin, Polysorbate 20, Penthanol, Alantoin, Caprylyl Glycol andPhenoxyethanol and Hexylene Glycol, gotowa baza pozwala błyskawicznie sporządzić ulubiony tonik bez konieczności odważania i podgrzewania, posiada właściwości nawilżające, zawiera glicerynę, alantoinę i witaminę B5, wystarczy dodać do niej ulubione ekstrakty lub substancje aktywne i mamy gotowy kosmetyk);
  • naklejkę;


A teraz, gdy główni bohaterowie zostali już przedstawieni, czas na naprawdę króciutki tutorial: jak przygotować tonik do cery trądzikowej z ekologicznych ekstraktów z aloesu i zielonej herbaty.

  • Wyjmujemy z woreczka wszystkie półprodukty.
 
  • Otwieramy buteleczkę z bazą tonikową.
  • Chwytamy w dłoń pipetę i zanurzamy ją w pojemniczku z ekstraktem z aloesu. Nabieramy trochę płynu i wlewamy go do opakowania z bazą tonikową. Czynność powtarzamy, aż w pojemniczku zabraknie ekstraktu.
 
 
  • Buteleczkę z bazą i ekstraktami szczelnie zamykamy i energicznie wstrząsamy, aż do całkowitego połączenia składników.
 
  • Naklejkę z napisem: „baza tonikowa” zrywamy i na jej miejsce naklejamy: „tonik do cery trądzikowej”.
 
  • I voilà – nasz tonik jest gotowy :)



Tonik można przechowywać w temperaturze pokojowej do 21 stp. C, a jego termin ważności to 6 miesięcy.

Jak widać na załączonych obrazkach, wykonanie toniku jest banalnie proste, nie potrzebujemy do tego jakiegoś skomplikowanego sprzętu laboratoryjnego, bo wszystko zawarte jest w zestawie. Tego typu gotowe zestawy są idealnym rozwiązaniem dla początkujących „alchemików”, którzy najpierw muszą zapoznać się z działaniem poszczególnych półproduktów, przyzwyczaić się do nich, a dopiero później eksperymentować z nimi. Kosmetyki naturalne mogą stanowić naprawdę wspaniałe i niezwykle wciągające hobby!