Szybkie, alchemiczne czary-mary na zakończenie roku

poniedziałek, 31 grudnia 2012

2 komentarze

Jak minęły Wam Święta? Dużo prezentów dostaliście? Pewnie ciężko Wam powrócić do codziennej rutyny po takim lenistwie, prawda? Mi również. Dlatego, aby całkowicie nie wyjść z wprawy, postanowiłam na zakończenie roku coś ukręcić. Coś, co zajmie mi zaledwie parę minut, a pozwoli mi jednocześnie zakończyć 2012 rok naturalnym i alchemicznym akcentem.

Postawiłam na hydrofilowy olejek myjący do twarzy, ponieważ ten akurat mi się skończył. Wybrałam olejek myjący do cery trądzikowej z jojobą i migdałem i muszę przyznać, że był to strzał w dziesiątkę!



Na początek kilka słów o samym zestawie - postawiłam na szybkie wykonanie kosmetyku, więc wybrałam gotowy zestaw z dokładnie odmierzonymi półproduktami:
  • Olej ze słodkich migdałów – 80 g
  • Olej jojoba – 9,5 g
  • Glyceryl Cocoate – 10 g
  • Witamina E – 0,5 g
  • Mieszadełko
  • Naklejka

W największej buteleczce, jak widać na załączonym zdjęciu, znajdował się olej ze słodkich migdałów z dodatkiem witaminy E, w mniejszych natomiast - olej jojoba i Glyceryl Cocoate.

Działanie poszczególnych składników olejku jest niezwykle cenne (uważam, że przed użyciem danego kosmetyku każdy powinien zapoznawać się z jego składem, ponieważ dzięki temu zyskujemy pewność, że kosmetyk jest idealny właśnie dla naszej skóry):
  • Olej ze słodkich migdałów - jest środkiem wyjątkowo delikatnym, lekkim, niepowodującym alergii oraz łatwo wchłaniającym się w skórę, dzięki czemu nadaje się do pielęgnacji nawet bardzo wrażliwej skóry. Szczególnie polecany do skóry suchej i starzejącej się. Co więcej, widocznie odmładza skórę i nadaje jej ładny wygląd. Ponadto stosowany jest w leczeniu egzemy, łuszczycy oraz w przypadkach skóry swędzącej i podrażnionej. 
  • Olej jojoba - to w rzeczywistości ciekły wosk o złotym kolorze, ale ze względu na wygląd nazywany jest olejem. Wykazuje bardzo wysoką zgodność biologiczną ze skórą, dzięki temu jest łatwo wchłaniany. Bardzo dobrze odżywia, nawilża i zmiękcza skórę. Ponadto jest idealnym produktem do pielęgnacji włosów oraz tłustej skóry głowy, nie pozostawia tłustego filtru oraz skutecznie reguluje nadmierne wydzielanie sebum, nawilża, nadając włosom blasku, objętości i sprężystości oraz skutecznie zwalcza łupież, przy czym jednocześnie bardzo łatwo się zmywa. Olej jojoba, poza pielęgnacją włosów, może być stosowany do każdego rodzaju skóry, a szczególnie problematycznej. Jego odmienny skład w porównaniu do innych olejów czyni jego właściwości wyjątkowymi. Natłuszcza, zmiękcza i nawilża skórę suchą, a przy tym jednocześnie reguluje wydzielanie sebum skóry tłustej, wspomaga leczenie trądziku. Ponadto to bardzo skuteczny preparat stosowany w pielęgnacji skóry wrażliwej. Przyspiesza gojenie się ran oraz regenerację komórek skóry.
  • Witamina E - to eliksir młodości i zdrowia, który stanowi jeden z czynników hamujących proces starzenia się komórek oraz bierze udział w zaopatrywaniu organizmu w tlen. Przyspiesza leczenie oparzeń, wygładza i uelastycznia blizny oraz zabezpiecza przed promieniowaniem słonecznym. Ponadto wspomaga leczenie łojotokowego zapalenia skóry oraz trądziku, a także zapobiega powstawaniu zaczerwień. Prowadzi do wzrostu miękkości i elastyczności naskórka poprzez ochronę jego warstwy tłuszczowej. 

  • Glyceryl Cocoate - to wielofunkcyjna substancja, będąca doskonałym środkiem emulgującym, emolientem oraz środkiem rozpuszczającym. Posiada pochodzenie naturalne - otrzymywany jest z oleju kokosowego i gliceryny.

Po zapoznaniu się ze składem zestawu można przystąpić do wykonania olejku myjącego:

  • Wyjmujemy z woreczka wszystkie półprodukty.
  • Otwieramy największą buteleczkę z olejem ze słodkich migdałów i witaminą E.
  • Do buteleczki przelewamy olej jojoba oraz Glyceryl Cocoate, ale tak, by nic w opakowaniach nie pozostało. Jeśli olej jojoba trzymaliście wcześniej w lodówce - nie przestraszcie się jego konsystencją, ponieważ w temperaturze poniżej 8°C tężeje. Poczekajcie, aż ten powróci do płynnej konsystencji i następnie go przelejcie.
  • Buteleczkę z olejami, witaminą oraz Glycerylem szczelnie zamykamy i energicznie wstrząsamy, aż do całkowitego połączenia składników.

  • Naklejkę z napisem: „olej ze słodkich migdałów z witaminą E” zrywamy i na jej miejsce naklejamy: „hydrofilowy olejek myjący: migdał, jojoba”.

  • I voilà – nasz olejek jest gotowy :)

Olejek możemy stosować na dwa sposoby - albo wyciśniemy odrobinę na zagłębienie dłoni, dodamy odrobinę wody, całość wymieszamy, wmasujemy w twarz i następnie spłuczemy wodą; albo - i ten sposób polecam w okresie zimowym - na zwilżony wacik wyciśniemy niewielką ilość olejku, po czym przemyjemy nim twarz, dekolt i szyję.



Muszę przyznać, że olejek ten okazał się zbawienny dla mojej trądzikowej cery, doskonale oczyszcza pory, a przy tym nie podrażnia. Do tego doskonale nawilża i wygładza twarz oraz zapobiega powstaniu zaskórników. Moja cera już dawno tak dobrze nie wyglądała. Ponadto zniknął problem z powracającymi, bolesnymi pryszczami!



Całym serduszkiem polecam Wam ukręcenie sobie czegoś na zakończenie roku, to naprawdę świetnie odpręża - zwłaszcza, gdy w pełnym stresie szykujemy się na sylwestrową zabawę :)

I kończąc tę notkę, jeszcze raz życzę Wam wszystkiego dobrego w 2013 roku!


Szczęśliwego Nowego Roku!

niedziela, 30 grudnia 2012

2 komentarze

Kochani, życzę Wam w nadchodzącym 2013 roku samych sukcesów alchemicznych i oby tworzenie kosmetyków naturalnych nigdy Wam się nie znudziło!



Wyniki Konkursu Świątecznego

czwartek, 27 grudnia 2012

4 komentarze
Kochani, bardzo Wam dziękuję za wszystkie nadesłane prace i wysiłek włożony w ich tworzenie. Nie sądziłam, że aż tyle rysunków do nas przyjdzie. Wzruszyłam się ogromnie, bo wszystkie były naprawdę piękne! W związku z tym wybór najlepszej pracy był strasznie trudny. Niestety, zgodnie z zasadami konkursu, zwycięzca może być tylko jeden. Wybrałam pracę, która najbardziej do mnie przemawiała i, jak twierdzą moi przyjaciele, najbardziej mnie przypominała, chociaż moim zdaniem narysowana postać jest znacznie piękniejsza niż ja!

Zwyciężczynią Konkursu została Pani Magda Walczak, a oto jak wygląda nagrodzona praca:

Prawda, że piękna? :)

Pani Magdzie, poza nagrodą, wręczyliście także dyplom, który zdecydowanie należał się jej za taki "kawał dobrej roboty"!

Gratuluję i jeszcze raz dziękuję za taki piękny portret!

Wesołych Świąt!

sobota, 22 grudnia 2012

4 komentarze


Kochani, wesołych Świąt, żebyście pod choinką znaleźli mnóstwo naturalnych prezentów, którymi będziecie mogli później pobawić się w alchemika ;) Życzę Wam, żeby bożonarodzeniowa atmosfera zalała Wasze domy, żeby zrobiło się w nich przyjemnie i cieplutko, a za oknem, żeby prószył śnieżek! :)



Jak zadbać o swoją skórę zimą? Część I: pielęgnacja twarzy

sobota, 15 grudnia 2012

4 komentarze
Zima całkowicie opanowała Polskę. Wiele osób wpada wręcz w furię i żąda powrotu lata - popularnym hasłem, które pojawia się tu i ówdzie. Całe hordy narzekają, że zimno, że wieje, sypie i ogólnie - nieprzyjemnie jest. A ja, przyznaję się bez bicia, bardzo lubię tę porę roku - kiedy tuż przed Świętami świat znika pod białym puchem, a gdy mocniej zawieje, to i my znikamy pod nim, kiedy śnieg skrzypi pod nogami, nos i policzki robią się czerwone od zimna, kiedy z szafy można wyciągnąć dłuuugi, mięciutki szalik zrobiony na drutach przez babcię...

Lubię patrzeć na ludzi, którzy przebierają nóżkami na przystankach i chuchają w dłonie, by je ogrzać, zawsze wtedy nucę sobie coś pod nosem i wyobrażam sobie, że tańczą... Lubię, jak płatek śniegu spadnie mi na czubek nosa, a ja robię zeza, żeby zobaczyć, jak prześlicznie wygląda i lubię patrzeć na wszystkie ozdoby i iluminacje świąteczne, wtedy serduszko jakoś samo się raduje. Lubię też harmider, który panuje podczas tego okresu w sklepie, lubię te stosy paczuszek, które gromadzą się u nas przed Świętami, lubię, jak wszyscy coś pakują, przycinają, dolewają, zamykają - tak, przed Świętami naprawdę dużo się dzieje, a wtedy skrzaty najbardziej się przydają, pomagamy, jak możemy, a najbardziej lubię to, że przy tym całym harmidrze jesteśmy wszyscy razem i wyglądamy jak prawdziwa, sklepowa rodzina, która nie przestaje się uśmiechać. Lubię również po całym, trudnym dniu wrócić zziębnięta wieczorkiem do cieplutkiego domku, owijam się wówczas kocem i siadam na parapecie, popijając gorącą herbatę, patrzę sobie przez okno i podziwiam spadające płatki śniegu, zastanawiając się, jak one to robią, że każdy z nich jest inny, ale równie piękny jak swój poprzednik...

Mroźna zima to cudowna pora roku. Niestety, ma ona też swoje wady - niekorzystnie wpływa na naszą skórę, która nie lubi silnego wiatru, mrozu i nagłych zmian temperatur - na dworze ziąb, a w domu lato. Ponadto zimą obniża się odporność naszego organizmu, zatem skóra, mimo rozwiniętych funkcji obronnych, czasem po prostu nie daje rady, dlatego też trzeba jej pomóc w defensywie przed czynnikami atmosferycznymi oraz w polubieniu zimy :)

Po pierwsze, edukacja
Edukacja, czyli pełna świadomość tego, co grozi zimą naszej skórze:
  • Na zewnątrz: mróz i wiatr - powoduje przemarznięcie tych najbardziej wrażliwych partii skóry, co prowadzi z kolei do gwałtownego zwężenia naczynek krwionośnych, które stają się przyczyną gorszego ukrwienia i osłabienia metabolizmu. Do tego działanie ochronne warstwy lipidowej skóry zmniejsza się, możemy wówczas odczuwać nieprzyjemne ściągnięcie, pieczenie, suchość, a nawet swędzenie. Ponadto przy niskiej temperaturze gruczoły łojowe stają się mniej aktywne, czyli produkują niestety mniej natłuszczających substancji chroniących skórę, a cieniutka warstwa ochronna doprowadza do znacznie szybszej utraty wilgotności niż latem.
  • Wewnątrz: ogrzewanie i suche powietrze - gdy wracamy do domu, z mroźnego otoczenia przechodzimy do dobrze ogrzewanego pomieszczenia, wówczas nasze naczynia krwionośne zaczynają gwałtownie rozszerzać się, chociaż jeszcze przed chwilą były maksymalnie skurczone. Ta nagła zmiana temperatury powoduje pękanie kruchych naczynek, skóra robi się zaczerwieniona lub powstają tzw. "pajączki". Suche powietrze natomiast powoduje jeszcze większą utratę wilgotności przez skórę, traci ona wówczas swoją sprężystość i łatwiej ulega podrażnieniom i skaleczeniom. Zwróćcie uwagę na to, że zimą bardzo często oblizujemy usta, i to nie tylko w sytuacjach, kiedy jemy coś pysznego, robimy tak, bo podświadomie wiemy, że potrzebują one nawilżenia. 


Po drugie, pielęgnacja
Pielęgnacja zimą polega przede wszystkim na zapobieganiu, a nie leczeniu powstałych uszkodzeń, dlatego musimy zrobić wszystko, by ochronić naszą buzię przed mrozem i wiatrem. Przebiega ona etapowo, podobnie do pielęgnacji codziennej, o której pisaliśmy w poście: Codzienne czary-mary, czyli jak dbać o skórę twarzy?, przy czym w zimie należy zwrócić szczególna uwagę na kilka rzeczy, o nich piszemy poniżej:

  •  Rano: natłuszczamy, a nie nawilżamy! - uświadomiliśmy sobie, że zimą nasza skóra traci prawie dwa razy więcej wilgotności niż latem, podążając logicznym tropem - sięgamy po kosmetyki nawilżające i niestety, popełniamy jeden z najgorszych błędów zimowej pielęgnacji. Zastosowanie żeli, a co gorsza kremów nawilżających, przed wyjściem na dwór powoduje, że woda znajdująca się w ich składzie może zamarzać na powierzchni skóry, uszkadzając ją. 
  • Dobieramy odpowiedni krem - są oczywiście kremy nawilżające stworzone z myślą o specjalnym stosowaniu zimą, jednak uważam, że lepiej sięgnąć po kremy tłuste bądź półtłuste (szczególnie jeśli nasza cera jest wrażliwa, sucha i naczynkowa), wtedy mamy pewność, że warstwa lipidów jest na tyle gruba, że nic nie zaszkodzi naszej skórze. Najlepiej jednak taki krem na zimę zrobić samemu. Powinien on zawierać dużo olejów, bo te tworzą na skórze dodatkową warstwę ochronną i zabezpieczają ją tym samym przed szkodliwym działaniem mrozu i wiatru. Szczególnie korzystne w okresie zimowym są oleje: z avocado (działa łagodząco i antyzapalnie, bogaty w witaminy A, B, E, H, K, PP, F), jojoba (idealnie zmiękcza, natłuszcza, nawilża i odżywia skórę), kiełków pszenicy (zawiera dużo witaminy E), ze słodkich migdałów (bardzo korzystny w przypadku skóry podrażnionej i swędzącej), arganowy (wspiera naturalne mechanizmy obronne skóry), z dzikiej róży (regeneruje skórę zniszczoną nadmiernym działaniem czynników atmosferycznych) i skwalan (wzmacnia bariery lipidowe w głębi warstwy rogowej naskórka). Taki samodzielnie przygotowany krem wzbogacamy odpowiednimi do naszych aktualnych potrzeb ekstraktami - w przypadku problemu z pękającymi naczynkami warto zwrócić uwagę na ekstrakt z czarnego bzu, który doskonale przeciwdziała pękaniu naczynek - oraz witaminami (szczególnie A i E) - tutaj jednak zwróćmy uwagę, że warto wybrać po prostu oleje i ekstrakty bogate w witaminy. Gotowym kremem smarujemy szczególnie te miejsca, które są wystawione na działanie mrozu i wiatru, czyli policzki i nos. Jeśli natomiast nie mamy czasu na robienie własnego kremu, możemy kupić tzw. gotowca. Specjalnie na tę porę roku przygotowaliśmy dla Was serum zimowe odżywczo-ochronne dla każdej cery, stanowi ono idealną propozycję na mroźne dni, ponieważ zawiera dużo fazy olejowej, która nie daje uczucia dyskomfortu. Serum natłuszcza, nawilża, a do tego odżywia. Ponadto dzięki zawartości koenzymu q10 działa ochronnie, przeciwstarzeniowo, a także silnie regenerująco. Przygotowuje się je bardzo szybko, bo wszystkie zawarte w zestawie składniki są już odmierzone, jednak jeśli i na to nie mamy czasu, bo gdzieś się spieszymy - możemy użyć samego masła shea, stymuluje ono krążenie krwi, działa rewitalizująco i przeciwzapalnie, odżywia skórę, nie uczula, a do tego działa także korzystnie na cerę tłustą, nie powoduje zaczopowania ujść mieszków włosowych. Co więcej, masło karite zaliczane jest do naturalnych filtrów chroniących skórę przed działaniem promieni UV, a wiemy, że promieniowanie UVA działa równie intensywnie zimą co latem, powodując tworzenie się zmarszczek (zwłaszcza, gdy wybieramy się na narty w góry, gdzie promienie słoneczne odbijają się od śniegu). Zamiast masła shea można sięgnąć także po następujące masła: kakaowe, z granatu, mango i avocado
  • Pamiętamy o pielęgnacji ust - skóra na ustach jest bardzo delikatna, a do pozbawiona gruczołów łojowych, które mogłyby w naturalny sposób pomóc zabezpieczyć je. Dlatego niska temperatura działa szczególnie niekorzystnie na nasze usta, powoduje ich wysuszenie, pierzchnięcie i bardzo nieprzyjemne pękanie, a ciągłe ich oblizywanie niestety nie zapewnia zwiększenia ich nawilżenia, przeciwnie - skóra na nich staje się jeszcze bardziej wysuszona i spierzchnięta. Aby temu przeciwdziałać należy smarować usta specjalnymi balsamami lub pomadkami posiadającymi działanie natłuszczające. Lepiej natomiast zrezygnować z kolorowych pomadek o przedłużonej trwałości, gdyż mogą one odwrotnie powodować wysuszenie cienkiej skóry ust. Ja osobiście polecam smarowanie ust masełkiem shea, kakaowym, z avocado, granatu lub mango - odżywią one usta, zregenerują, nawilżą, natłuszczą, ochronią przed szkodliwymi promieniami UVA, a do tego nasze usta dzięki nim będą pięknie błyszczeć. Masełka stosujmy kiedy tylko się da - przed wyjściem, po rozmowie na mrozie, po jedzeniu, umyciu buzi i zębów oraz gdy czujemy, że są przesuszone. Ponadto warto czasem usunąć z nich martwy naskórek, najprostszym sposobem jest leciutkie szorowanie warg szczoteczką do zębów.
  • Oczyszczamy skórę w sposób rozsądny - o tym, że nie należy stosować preparatów z alkoholami czy mydeł, wiemy wszyscy, bo szczególnie wysuszają naszą skórę. Wcześniej pisałam również, że w porannej pielęgnacji raczej nie powinniśmy stosować kosmetyków, które mają wodę w swoim składzie. Dlatego też warto sięgnąć po olejki myjące do twarzy, ponieważ te zawierają oleje, a o ich korzystnym działaniu pisałam wcześniej. Rano najlepiej taki olejek wycisnąć na wacik i oczyścić nim twarz, bez spłukiwania wodą. Dzięki temu na naszej skórze wytworzy się dodatkowa warstwa ochronna.
  • Nigdy nie zapominajmy o wieczornej pielęgnacji - zimą wieczorna pielęgnacja jest podwójnie ważna. Chyba przyznacie mi rację, że przez cały dzień nieźle dajemy w kość naszej skórze - najpierw traktujemy ją mrozem i wiatrem, a potem nagłą zmianą temperatur, czyli dowalamy jej żarem kaloryferów, bo po powrocie do domu nie możemy się powstrzymać i od razu lecimy ogrzać się przy grzejnikach. Po całym dniu takich wątpliwych atrakcji nasza skóra zasługuje na odpowiednią kurację. Powinniśmy wówczas zadbać o jej ukojenie, zregenerowanie i nawilżenie - na noc jak najbardziej możemy użyć kosmetyków nawilżających. Najpierw musimy zmyć makijaż z twarzy, najlepiej delikatnym płynem micelarnym, żeby jeszcze bardziej nie podrażnić skóry. Podczas zimy proponuję korzystać z płynu micelarnego z Sodium babassuamphoacetate - ECOCERT, ponieważ idealnie działa na skórę suchą i skłonną do pękania, do tego bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę (dzięki zawartości witamin). Ponadto zawiera hydrolat różany, który łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, przywraca naturalną równowagę skórze oraz regeneruje, odświeża i relaksuje skórę przesuszoną i wrażliwą. Następnie przemywamy buzię wybranym olejkiem myjącym i po osuszeniu stosujemy tonik. Tonik dobieramy oczywiście, również według naszych aktualnych potrzeb - możemy podziałać czarnym bzem na tzw. "pajączki", z kolei ekstraktem z prawoślazu i rumianku możemy złagodzić podrażnienia, a hydromanilem i kwasem hialuronowym - odpowiednio nawilżyć skórę. Po przywróceniu skórze jej naturalnego poziomu pH najpierw nakładamy odpowiednie serum (polecam serum intensywnie nawilżające: algi, NMF, kwas hialuronowy, hydromanil lub serum zimowe, którego użyliśmy rano, serum można zastąpić także maską do twarzy, wybiera się ją, jeśli skóra potrzebuje: nawilżenia, regeneracji, odżywienia, ujędrnienia lub złagodzenia ewentualnych podrażnień), a następnie krem (tutaj wedle uznania - może to być krem odżywczo-nawilżający, regenerująco-ochronny, który także zadziała na popękane naczynka krwionośne, nawilżająco-regenerujący lub po prostu nawilżający).
  •  Korzystajmy z okazjonalnej pielęgnacji - czyli przynajmniej raz w tygodniu zafundujmy naszej skórze prawdziwe SPA. Więcej o takich zabiegach możecie przeczytać tutaj. Przy czym pamiętajmy, żeby w zimie rzadziej używać peelingów, zwłaszcza mechanicznych, ponieważ zabieg złuszczania wierzchniej warstwy naskórka osłabia barierę ochronną skóry, przez co jest ona jeszcze bardziej narażona na działanie czynników zewnętrznych. W związku z tym nie peelingujmy lepiej twarzy tuż przed wyjściem na dwór, róbmy to wieczorem oraz korzystajmy raczej z peelingu enzymatycznego, który nie podrażnia i nie niszczy warstwy skóry w takim stopniu jak mechaniczny.
  • Stosujmy odpowiednią dietę - w zimie powinniśmy pić dużo wody, w ten sposób nawilżymy naszą skórę na buzi i ustach. Ponadto musimy pamiętać o uzupełnianiu niedobory witamin (szczególnie z grupy B).

Zimą skóra wcale nie musi być non stop przesuszona, podrażniona i "zapajączkowana", wystarczy, że odpowiednio o nią zadbamy, a to przecież prosta sprawa, która nie wymaga jakiegoś specjalnego wysiłku od nas :) Życzę Wam, by Wasza skóra była piękna o każdej porze roku!







Podzielmy się Naturą na Święta :)

wtorek, 11 grudnia 2012

0 komentarze

Konkurs Świąteczny plus małe sprostowanie

środa, 5 grudnia 2012

0 komentarze


Drodzy Państwo,

w związku z zamieszaniem powstałym wokół Konkursu Świątecznego chcieliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości i niedomówienia. Otóż Konkurs został zorganizowany w ramach zabawy (ma cieszyć, a nie dzielić) i żadne niecne plany sklepu e-naturalne.pl pod tym się nie kryją. Zapewniamy, że naszym celem absolutnie nie jest odpłatne wykorzystanie zwycięskiej pracy konkursowej w ramach szeroko pojętej promocji. Zwycięski rysunek opublikujemy opatrzony imieniem i nazwiskiem autora oraz tylko w dwóch miejscach:

  • w dziale „Pracownia” sklepu e-naturalne.pl: http://www.e-naturalne.pl/info/index/pageId/185.

W ten sposób, i poprzez nagrodę konkursową, chcemy uhonorować naszego zwycięzcę, biorąc pod uwagę przede wszystkim fakt, że podszedł do Konkursu jak do przyjemnej zabawy (bo taki był nasz cel i tak traktujemy ten Konkurs), a nie komercyjnej transakcji, ponieważ awatar naszego skrzata posiadamy, ale chcieliśmy go wymienić na którąś z Waszych prac, tak by ten kojarzył się z Wami – to jest nasz ukłon w Waszą stronę i podziękowanie za to, że jesteście z nami, bo to dzięki Wam istniejemy i to Wy nas kreujecie! Niemniej, jeśli kogoś uraziliśmy – całym sercem przepraszamy!

Pozdrawiamy i w razie wątpliwości zapraszamy do kontaktu: marketing@e-naturalne.pl.

Zespół e-naturalne.pl


A dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, o co chodzi - treść Konkursu, zapraszamy do zabawy i za wszystkich trzymamy kciuki! :)



Szczegółowy Regulamin Konkursu znajdziecie tutaj.

Mikołajki w e-naturalne.pl

sobota, 1 grudnia 2012

2 komentarze

Andrzejki w e-naturalne.pl

czwartek, 29 listopada 2012

1 komentarze

Czarownice zapełniają kociołki...

Wiadomo nie od dziś, że najpierw trzeba uzupełnić magiczne zapasy, a dopiero później przystąpić do wróżenia, czarów-marów, hokusów-pokusów itp.

Rzeczą oczywistą jest także fakt, że najlepiej wróży się i czaruje z półproduktów naturalnego pochodzenia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta, przecież to potężna i wszechobecna Matka Natura rozdaje swym dzieciom-półproduktom magiczne właściwości!

Powiadają także, iż najlepiej uzupełniać zapasy 30 listopada od godziny 00:00 do 23:59, ponieważ w dniu świętego Andrzeja moc naturalnych półproduktów jest znacznie silniejsza i działa wówczas przez cały następny rok. Do tego istnieje pewna przepowiednia: "ile półproduktów tego dnia zakupisz, tyle szczęścia będziesz miał w przyszłym roku". My, idąc za ciosem, postanowiliśmy dorzucić nieco szczęścia do kociołka osoby, która tego magicznego dnia zrobi w naszym sklepie zakupy za największą kwotę. Taka mała nagroda niespodzianka sprawi, że szczęście zacznie wylewać się z kociołka!



Magiczne pochodzenie kosmetyki naturalnej

Czy wiecie, że średniowieczne czarownice to były tak naprawdę miłośniczki kosmetyków naturalnych, które codziennie ukręcały jakieś kremiki, sera, toniki czy balsamy? A kosmetyka naturalna pochodzi jeszcze z okresu starożytności, kiedy to alchemia zaczynała rozwijać się małymi kroczkami?


Współcześni miłośnicy kosmetyków naturalnych nie różnią się specjalnie od tych rodem ze starożytności czy średniowiecza. Rozejrzyjcie się wokół siebie, spójrzcie na swoje półki zastawione kielicho-miarkami, różdżko-szpatułkami, kociołko-moździerzami, receptularzami i oczywiście dokładnie wyselekcjonowanymi darami natury. Zwróćcie uwagę na poszczególne słoiczki z magicznymi specyfikami, z których unoszą się zapachy i zalewają wszystkie pomieszczenia w domu – cóż spójrzmy prawdzie w oczy, „aromat” alg może wzbudzać podejrzenia. A teraz spróbujcie coś sami ukręcić... Wyjmijcie wszystkie składniki, wrzućcie je do kociołka, podgrzewajcie, ucierajcie i mieszajcie, pamiętając, by postępować zgodnie z receptularzem. Gotową miksturę rytualnie nałóżcie na twarz, może nawet kilka razy, by po jakimś czasie zaobserwować zmiany: młodniejecie, bo ubywa Wam zmarszczek, piękniejecie, bo Wasza cera staje się gładka i promienna, wzbogacacie się, bo nie inwestujecie już w drogie, nic niewarte kosmetyki drogeryjne. Czasem również wzbudzacie grozę, gdy pokazujecie się innym ludziom z kolorową maseczką na twarzy, wówczas możecie zostać uznani nawet za potwora...

Cóż, nic dziwnego, że swego czasu na tego typu praktyki wprowadzono zakaz - wzbudzały one jednocześnie strach i podziw, ponieważ rezultaty tych działań były iście magiczne. Na szczęście dzisiaj możemy praktykować kosmetykę naturalną bez groźby spłonięcia na stosie! A jakiż wieczór jest lepszy do tego celu niż wigilia świętego Andrzeja? Żaden! Andrzejki to najlepszy moment na mieszanie kosmetyków naturalnych, jednak aby wzmocnić ich działanie, musicie poznać kilka sekretów...


Wróżby, wróżby, wróżby...

  • Lanie oleju - do miski nalej wody, następnie przygotuj stary klucz z dziurką oraz olej o właściwościach takich, które dopasowane są do Twoich potrzeb. Klucz trzymaj nad wodą i zacznij ostrożnie przelewać olej przez dziurkę od klucza. Z kształtów oczek powstałych na wodzie odczytaj swoją przepowiednię.
  • Rząd półproduktów - ta wróżba przeznaczona jest dla panien. Niech każda ze zgromadzonych panien wybierze po jednym półprodukcie kosmetycznym, następnie pod ścianą ustawiajcie je jeden po drugim, ta panna, której półprodukt jako pierwszy dotrze do progu - pierwsza wyjdzie za mąż.
  • Ukręcenie kremu - przygotuj wszystkie składniki do stworzenia wymarzonego kremu, połącz je i nałóż kosmetyk na twarz, jeśli dobrze zadziała i nie wywoła żadnych uczuleń ani podrażnień, to znaczy, że krem ten musisz stosować przez cały rok, by zachować piękny wygląd twarzy.
  • Toczenie piłeczki - przygotuj małą piłeczkę oraz kilka półproduktów. Następnie ustaw półprodukty w rządku i potocz w ich stronę piłeczkę, tych, które przywrócą się jako pierwsze, musisz używać częściej w przyszłym roku.

Bawimy się w małego alchemika: pierwszy samodzielnie przygotowany balsam

wtorek, 27 listopada 2012

2 komentarze
Czy zdarzyła się Wam kiedyś następująca sytuacja…

Odwiedzacie znaną drogerię, by kupić balsam do ciała. Niestety, wybór okazuje się niezwykle trudny, ponieważ drogeryjne półki niemal uginają się pod powalającą ilością balsamów. W końcu Wasz wzrok przyciąga ładne opakowanie, natomiast z ceną jest już gorzej: drogawo, ale myślicie sobie: skoro drogo, to znaczy, że produkt jest naprawdę świetny. Wydajecie ostatnią kasę na koncie na balsam o właściwościach niemal magicznych. Trudno na jedzenie już nie starczy, ale za to moje ciało będzie wyglądało bosko – tak tłumaczycie swój mały występek. Wracacie do domu, korzystacie z balsamu z uśmiechem na ustach… dzień, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc… a efektów wciąż nie widać. Uśmiech schodzi z Waszej twarzy i najchętniej wyrzucilibyście ten demoniczny produkt do kosza, ale nie możecie tego zrobić, bo przecież zapłaciliście za niego majątek…

Znacie taką sytuację z autopsji? To lepiej raz na zawsze zapomnijcie o drogeryjnych balsamach. Czas przeznaczony na dojazd do drogerii i przeszukiwanie sklepu w celu znalezienia wymarzonego balsamu lepiej poświęcić na samodzielne jego przygotowanie. Nie jest to wcale takie trudne, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka i wcale nie musicie być wykwalifikowanymi chemikami, żeby móc samemu „ukręcić” dostosowany do własnych potrzeb balsam. Jeśli jednak boicie się eksperymentować, skorzystajcie z gotowego zestawu. Wybierzcie odpowiedni dla siebie zestaw półproduktów, zamówcie go i do dzieła!

Jeśli wciąż nie czujecie się przekonani, udowodnię Wam w tym poście, jak banalnie proste jest samodzielne przygotowanie balsamu i gwarantuję – spróbujecie raz i już nigdy nie wrócicie do drogeryjnych balsamów!

Ja, na potrzeby tej notki, wybrałam balsam do przesuszonej skóry z olejem z avocado oraz ekstraktami z prawoślazu, Centella asiatica i aloesu. Dorzucę do niego jeszcze ekstraktu z kawy, aby wzbogacić balsam o efekt ujędrniający ;)

I tak, oto co zawiera gotowy zestaw potrzebny do przygotowania mojego balsamu o pojemności 200 g:
  • bazę kremową – 120 g (skład bazy: Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,Shea Butter, Panthenol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Tocopherol, Sodium Phytate, gotowa baza pozwala bardzo szybko sporządzić balsam, przy tym idealnie wchłania się, nie pozostawiając na ciele uczucia tłustości);
  • olej z avocado – 20 g (jest bogaty w witaminy A, B, E, H, K, PP, F, stanowi źródło aminokwasów, protein i nienasyconych kwasów tłuszczowych, zawarty jest w nim również skwalen, czyli składnik ludzkiego sebum, posiadający właściwości antyzapalne i antygrzybiczne oraz chlorofil, który również działa antyzapalnie oraz łagodząco);
  • ekstrakt z Centella asiatica – 6 g (wykazuje silne działanie przeciwzapalne, przeciwdziała uszkodzeniom tkanki skóry w procesie starzenia się oraz stymuluje syntezę kwasu hialuronowego odpowiedzialnego za nawilżenie skóry);
  • ekstrakt z aloesu – 4 g (wykazuje silnie działanie łagodzące, przeciwzapalne i regenerujące, ponadto przyspiesza gojenie się ran, a jego właściwości nawilżające wpływają na zwiększenie elastyczności i jędrności skóry, jednocześnie odbudowując jej barierę lipidową);
  • ekstrakt z prawoślazu lekarskiego ECO – 10 g (zmiękcza i wygładza skórę, posiada właściwości przeciwzapalne, ochrania skórę przed szkodliwym działaniem środowiska oraz powoduje jej regenerację, łagodzi podrażnienia, stanowi doskonały składnik preparatów dla cery wrażliwej, chroni suchą skórę, a także łagodzi oparzenia, idealny produkt w walce z pękającymi piętami);
  • naklejkę;
Najważniejsze, wyżej wymienione, składniki są oczywiście załączone w zestawie i dokładnie odmierzone, jednak musimy jeszcze, już samodzielnie, przygotować 40 ml wody destylowanej (lub demineralizowanej) lub 40 ml hydrolatu – odmierzyć je możemy za pomocą załączonej pipety lub odpowiedniego naczynia miarowego np. za pomocą kompletu łyżeczek miarowych.

Ponadto, jak już wcześniej wspomniałam, ja do mojego balsamu dodatkowo wleję 10 g ekstraktu z kawy, ponieważ kasantyny i polifenole zawarte w kawie działają na tkankę tłuszczową, czyli redukują znienawidzony cellulit :)

Po zapoznaniu się ze składnikami balsamu, czas na jego przygotowanie. Przedstawię Wam teraz króciutki tutorial:
  • Sprawdzamy, czy mamy wszystkie składniki (nie zapomnijmy o wodzie lub hydrolacie!) i przygotowujemy nasze domowe laboratorium.
  • Teraz możemy zabrać się za „ukręcenie” balsamu. Do pojemnika z bazą kosmetyczną dodajemy odpowiednią ilość wody destylowanej (ewentualnie demineralizowanej lub hydrolatu) oraz załączony olej.
  • Dodane składniki intensywnie mieszamy, aż te połączą się i uzyskamy jednolitą masę.
  • Następnie do naszej masy dodajemy ekstrakty załączone w zestawie (plus w moim przypadku – ekstrakt z kawy), przy czym trzeba je przelewać bardzo dokładnie, niemal do ostatniej kropli, nie pozostawiając ich w opakowaniach.
  • Całość ponownie intensywnie i dokładnie mieszamy.
  •  Naklejkę z napisem: „Baza kremowa” zrywamy i na jej miejsce naklejamy: „Balsam do skóry suchej: avocado, prawoślaz, Centella asiatica”.
  • Voilà – balsam jest gotowy :)

Jeśli chcecie, żeby balsam miał piękny zapach, dodajcie do niego jeszcze odrobinę dowolnego olejku eterycznego :)

Balsam w zasadzie możemy przechowywać w temperaturze pokojowej do 25 °C, zalecane jest jednak przechowywanie go w lodówce. Jego termin ważności to 6 miesięcy.



Jak widzicie, samodzielne przygotowanie balsamu nie jest wcale takie trudne, a wręcz przeciwnie – daje ono ogromną satysfakcję! Powodzenia i nie zapomnijcie o tym, że domowe laboratorium trzeba czasem opuścić i trochę się przespać ;)

Bawimy się w małego alchemika: pierwszy samodzielnie przygotowany tonik

środa, 21 listopada 2012

2 komentarze


Wykonanie swojego pierwszego, całkowicie naturalnego toniku, kontrolując przy tym oczywiście jego skład, najlepiej zacząć od gotowego zestawu. Wybieramy sobie interesujący nas gotowy zestaw do zrobienia toniku, czyli taki, który dostosowany jest do rodzaju naszej cery i jej aktualnych potrzeb, zamawiamy go i oczekujemy na przesyłkę. W momencie gdy przesyłka do nas dotrze, możemy od razu zabrać się za jego przygotowanie, co, jak okazuje się, jest banalnie proste, ponieważ wszystkie półprodukty docierają do nas już odmierzone i wystarczy je tylko odpowiednio ze sobą połączyć.


Ja, na potrzeby tej notki, wybrałam tonik do cery trądzikowej z ekologicznych ekstraktów z aloesu i zielonej herbaty, który stanowi kojący eliksir o silnym działaniu łagodzącym, przeciwzapalnym i regenerującym oraz chroniącym skórę przed efektami przedwczesnego starzenia się. To idealny środek do likwidacji stanów zapalnych skóry – oczyszcza ją oraz przywraca równowagę lipidową. Tonik posiada silne właściwości nawilżające oraz antyseptyczne.


Oto, co zawiera gotowy zestaw potrzebny do przygotowania mojego toniku o pojemności 100 g: 
  • ekstrakt z aloesu – 2 g (wykazuje silnie działanie łagodzące, przeciwzapalne i regenerujące, ponadto przyspiesza gojenie się ran, a jego właściwości nawilżające wpływają na zwiększenie elastyczności i jędrności skóry, jednocześnie odbudowując jej barierę lipidową);
  • ekstrakt z zielonej herbaty  – 2 g (posiada zdolność do całkowitego zahamowania degradacji kolagenu, co ma korzystny wpływ na skórę, zachowując jej zdrowy wygląd i elastyczność, polecany jest do każdego rodzaju skóry, a w szczególności do: dojrzałej, dotkniętej cellulitem i zniszczonej słońcem, ponadto nie podrażnia, ani nie uczula);
  • bazę tonikową – 96 g (skład bazy: Aqua, Glycerin, Polysorbate 20, Penthanol, Alantoin, Caprylyl Glycol andPhenoxyethanol and Hexylene Glycol, gotowa baza pozwala błyskawicznie sporządzić ulubiony tonik bez konieczności odważania i podgrzewania, posiada właściwości nawilżające, zawiera glicerynę, alantoinę i witaminę B5, wystarczy dodać do niej ulubione ekstrakty lub substancje aktywne i mamy gotowy kosmetyk);
  • naklejkę;


A teraz, gdy główni bohaterowie zostali już przedstawieni, czas na naprawdę króciutki tutorial: jak przygotować tonik do cery trądzikowej z ekologicznych ekstraktów z aloesu i zielonej herbaty.

  • Wyjmujemy z woreczka wszystkie półprodukty.
 
  • Otwieramy buteleczkę z bazą tonikową.
  • Chwytamy w dłoń pipetę i zanurzamy ją w pojemniczku z ekstraktem z aloesu. Nabieramy trochę płynu i wlewamy go do opakowania z bazą tonikową. Czynność powtarzamy, aż w pojemniczku zabraknie ekstraktu.
 
 
  • Buteleczkę z bazą i ekstraktami szczelnie zamykamy i energicznie wstrząsamy, aż do całkowitego połączenia składników.
 
  • Naklejkę z napisem: „baza tonikowa” zrywamy i na jej miejsce naklejamy: „tonik do cery trądzikowej”.
 
  • I voilà – nasz tonik jest gotowy :)



Tonik można przechowywać w temperaturze pokojowej do 21 stp. C, a jego termin ważności to 6 miesięcy.

Jak widać na załączonych obrazkach, wykonanie toniku jest banalnie proste, nie potrzebujemy do tego jakiegoś skomplikowanego sprzętu laboratoryjnego, bo wszystko zawarte jest w zestawie. Tego typu gotowe zestawy są idealnym rozwiązaniem dla początkujących „alchemików”, którzy najpierw muszą zapoznać się z działaniem poszczególnych półproduktów, przyzwyczaić się do nich, a dopiero później eksperymentować z nimi. Kosmetyki naturalne mogą stanowić naprawdę wspaniałe i niezwykle wciągające hobby!