Nie damy się zimie, czyli wielka regeneracja buzi! Przygotowanie krok po kroku mleczka intensywnie regenerującego

wtorek, 26 marca 2013

1 komentarze
Tegoroczna zima, zdaje się, kandyduje to miana najdłuższej pory roku, skutecznie wypierając wiosnę. Bardzo lubię zimę, kocham śnieg, ale z bólem serca przyznaję, że mam już jej dość (pokazuję jej język jak ta Pani na zdjęciu obok, ot co! ;)). Chciałabym zobaczyć za oknem drzewa pełne zielonych liści, pączki i kwitnące kwiaty, a co najważniejsze chciałabym zrzucić z siebie te cebulaste warstwy ubrań - cudownie byłoby, wychodząc na dwór, założyć jedynie sweterek...

A wiecie, co jest takie najgorsze, najgorsze? Fizyczne samopoczucie! Codziennie głowa mnie boli, jestem strasznie śpiąca, na tyle, że nie chce mi się po prostu wstawać z łóżka, a jak już wstanę z łóżka i wyjdę na dwór mróz działa destruktywnie na moją buzię. Istny koszmar! Mam bardzo wrażliwą cerę, wystarczy jej parę minut przebywania na mrozie i wychodzą czerwone plamy (nie piękny, kobiecy rumieniec, a zwykłe, czerwone placki). No cóż, zima odcisnęła swoje piętno na mojej - Bogu ducha winnej - twarzy. Ja jednak nie poddaję się! Postanowiłam zregenerować moją buzię, żeby w pełnej krasie mogła powitać wiosnę.

I tak właśnie sięgnęłam po mleczko intensywnie regenerujące z owsem i jedwabiem. Plusem jest to, że delikatne mleczko-serum przeznaczone jest do pielęgnacji każdego rodzaju skóry (zarówno trądzikowej, suchej, jak i dojrzałej), potrzebującej po prostu intensywnej regeneracji, czyli tak naprawdę stanowi idealną kurację po długiej zimie.

Jego dokładnie dobrane składniki działają na skórę kondycjonująco, nawilżająco (po zimie skóra może być mocno wysuszona, dlatego odpowiednie jej nawilżenie jest bardzo ważne), ujędrniająco i wygładzająco, pozostawiając ciekawy efekt liftingu. A co najważniejsze, mleczko redukuje podrażnienia (żegnajcie czerwone placki!), przyspiesza gojenie się ran oraz działa antyseptycznie i przeciwzapalnie. Ponadto ma działanie przeciwstarzeniowe (zapobiega powstawaniu pierwszych efektów starzenia się skóry oraz niweluje drobne zmarszczki) oraz przeciwulteniające, hamuje działanie wolnych rodników.

Po zamówieniu tego gotowego zestawu oczywiście, tradycyjnie otrzymujemy dokładnie odmierzone składniki (z których otrzymamy 50 g serum), czyli:
  • Mleczko owsiane - jest ekstraktem w formie emulsji z nasion owsa, zawierającym lipidy, proteiny (ze względu na swoją polarną naturę proteiny bardzo łatwo wiążą wodę na drodze wiązań wodorowych, daje to zdolność do tworzenia filmu na powierzchni skóry, pozostawiając efekt liftingu) oraz węglowodany (z nich wynika aktywność mleczka kondycjonująca skórę). W jego skład wchodzą także witaminy: B1 i B2, PP, ślady witamin K, E i D oraz składniki mineralne takie jak: sód, potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor, siarkę, chlor, krzem, miedź, cynk, mangan, fluor, jod i kobalt. Mleczko owsiane to bardzo dobry nawilżacz, jak również substancja ujędrniającą i wygładzająca. Poprawia kompatybilność pomiędzy substancjami powierzchniowo-czynnymi a skórą/śluzówką, redukując tym samym podrażnienia wywołane przez np. surfaktanty czy golenie (a w moim przypadku również wywołane przez zimę!). β-glukan owsa jest strukturalnie bardzo zbliżony do kwasu hialuronowego, który stosowany jest jako substancja nawilżająca i wygładzająca skórę. Ponadto mleczko owsiane wykazuje działanie stymulujące regenerację. Aktywność ta wynika z obecności w mleczku owsianym węglowodanów, zwłaszcza wyżej wymienionych β-glukanów, które eliminują pozostałości martwych komórek lub substancji obcych dla organizmu, a następnie aktywują czynniki regenerujące komórki naprawiające system naczyniowy i zwiększające zaopatrzenie komórek w tlen.
  • Mleczko jedwabne - poprawia poziom nawilżenia skóry, ponieważ posiada zdolność zatrzymywania wody w jej głębokich warstwach, co daje efekt wygładzenia oraz liftingu, przy jednoczesnej regeneracji naskórka (proteiny jedwabiu dzięki swej niskiej masie cząsteczkowej oraz charakterowi podobnemu do soli są zdolne przenikać do zewnętrznych warstw naskórka, scalając je i poprawiając poziom nawilżenia). Warto zauważyć, że głównymi aminokwasami jedwabiu są alanina i glicyna – obydwa w znaczących ilościach obecne w białkach budulcowych naszej skóry, mające dobre właściwości nawilżające i regeneracyjne! Trzecim znaczącym aminokwasem jedwabiu jest seryna, która posiada zdolność wiązania wody i tworzenia ochronnego filmu na powierzchni skóry (czyli mleczkiem możemy się smarować także przed wyjściem na dwór w zimie).
  • Olejowy ekstrakt z rozmarynu - olej rozmarynowy ekstrahowany jest z liści rozmarynu przy wykorzystaniu oleju słonecznikowego jako medium ekstrakcji. Ma on właściwości antyseptyczne oraz przyspiesza procesy gojenia się skóry. Właściwości przeciwzapalne kwasu rozmarynowego z kolei oparte są na jego efekcie hamowania leukotrienów i wolnych rodników. Ponadto olejowy ekstrakt z rozmarynu stanowi bardzo silny przeciwutleniacz.
  • Olej arganowy - pozbawiony jest konserwantów oraz bogato zaopatrzony w kwasy tłuszczowe (omega-6 i -9) i witaminę E. Wspiera naturalne mechanizmy obronne komórek człowieka, sprzyja gojeniu się ran, ma działanie przeciwzapalne i łagodzące. Ponadto chroni skórę przed działaniem promieni słonecznych (a wiemy, że promieniowanie UVA działa równie intensywnie zimą co latem, powodując tworzenie się zmarszczek) oraz pobudza krążenie krwi. 
  • Witaminę B3 - zastosowana w kosmetykach działa przeciwstarzeniowo poprzez stymulację produkcji kolagenu oraz ceramidów. Ponadto reguluje poziom nawilżenia skóry i zwiększa jej elastyczność, jako silny antyoksydant chroni skórę przed działaniem promieniowania UV oraz wolnych rodników, wspomaga leczenie trądziku zwyczajnego i różowatego (redukuje wydzielanie sebum), działa przeciwzapalnie oraz przyspiesza gojenie się ran, działa także przeciwbakteryjnie oraz wygładza i uelastycznia blizny.
Przygotowanie mleczka-serum jest bardzo proste, chociaż trzeba tu zrobić nieco więcej niż przelać składniki do pojemniczka i wstrząsnąć. Poniżej zaprezentuję Wam przygotowanie mleczka krok po kroku:
  • Wyciągamy wszystkie składniki z woreczka i sprawdzamy, czy wszystko mamy.
  • Przygotowujemy dodatkowe składniki, czyli wodę destylowaną/demineralizowaną lub wybrany hydrolat - 4 ml, które może odmierzyć załączoną do zestawu pipetą lub naczyniem miarowym, ja wybrałam łyżeczki miarowe, bo nimi odmierza mi się najwygodniej. Jeśli chodzi o wybór hydrolatu lub wody, ja zdecydowałam się na ten pierwszy. Wybrałam wodę kwiatową (hydrolat) z oczaru, ponieważ przeznaczona jest ona m.in. do cery zaczerwienionej, posiada działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, antybakteryjnie oraz reguluje krążenie podskórne, przyśpiesza proces regeneracji skóry, widocznie ją odmładza, a także likwiduje negatywne skutki wpływu szkodliwych promieni słonecznych. Generalnie hydrolat wzmocni działanie regenerujące mleczka.
     
  • Mleczko będziemy tworzyć w dwóch fazach A i B. Do nich dodatkowo przygotowujemy dwie zlewki oraz termometr spirytusowy, którym sprawdzamy np. temperaturę herbaty (pisałam o nim tutaj).
  • Faza A: oddzielamy składniki fazy A i fazy B. Do przygotowania fazy A posłużą nam: mleczko owsiane, mleczko jedwabne, olejowy ekstrakt z rozmarynu oraz olej arganowy.

Do pierwszej zlewki dodajemy kolejno: mleczko owsiane, mleczko jedwabne, olejowy ekstrakt z rozmarynu oraz olej arganowy.


Całość bardzo dokładnie mieszamy, tak żeby składniki połączyły się.

  • Faza B: najpierw odmierzamy 4 ml hydrolatu z oczaru.

Następnie do drugiej zlewki przelewamy odmierzony hydrolat, wsypujemy witaminę B3 oraz konserwant.


Całość mieszamy do połączenia się składników. Z doświadczenia wiem, że konserwant niezbyt chętnie rozpuszcza się, dlatego warto podgrzać nieco zlewkę (tak do 40 °C - temperaturę wody w łaźni wodnej sprawdzamy za pomocą przygotowanego wcześniej termometru spirytusowego).


  • Teraz do zlewki ze składnikami fazy A wlewamy składniki połączone w fazie B.
     

Całość ponownie intensywnie mieszamy, aż otrzymamy bieluśkie, lejące się mleczko (w konsystencji przypominające mleko 0,5%).

  • Bierzemy załączoną do zestawu pipetę i przelewamy nią mleczko do butelki.

  • Na butelkę naklejamy naklejkę i mleczko jest gotowe do użycia :)

Mleczko regenerujące jest ważne przez 6 miesięcy od momentu jego wykonania. Możemy je przechowywać w temperaturze do 21 °C (ja trzymam je w ciemnym i chłodniejszym miejscu w łazience, bo dzięki temu nie zapominam o jego codziennym stosowaniu;)).

Z mleczka korzystam praktycznie codziennie, ale raczej nakładam je wieczorem na dobrze umytą buzię (oczywiście rano też można je nakładać, nie roluje się pod makijażem). Powiem szczerze, że efekt jest praktycznie natychmiastowy: nie zapycha, skóra staje się bardziej jędrna, ściągnięta i wygładzona, pieczenie i zaczerwienienia znikają, a pojedyncze, drobne zmarszczki stają się niewidoczne. Do tego mleczko starczy raczej na długi czas, ponieważ naprawdę niewielka jego ilość potrzebna jest do rozprowadzenia po całej twarzy (wlewając mleczko na palce, nie przestraszcie się, że jest takie płynne, ponieważ dobrze się je nakłada, nie spływa z buzi, a wręcz odwrotnie od razu skóra je wchłania).

Dajcie znać, jak Wam poszło przygotowanie mleczka intensywnie regenerującego z owsem i jedwabiem :)


A teraz czas na "ogłoszenia parafialne".

Mamy dobrą wiadomość dla wrocławianek, otóż otworzyliśmy we Wrocławiu punkt odbioru osobistego w butiku zielarskim "Uzdrowisko" przy pl. św. Macieja 1. Swoje zamówienia możecie odbierać od piątku rano, ponieważ dostawa do butiku odbywa się w czwartki po godz. 17. Ponadto na miejscu można również nabyć nasze niektóre półprodukty i zestawy, a do tego nasi Klienci mają zniżki na zabiegi proponowane przez Uzdrowisko.


 
Kolejne ogłoszenie dotyczy trwającej w sklepie promocji. Chodzi o to, że za pomocą rabatów (5% przy zamówieniach do 100 zł, powyżej 100 zł - 10%) chcemy na dobre przegnać zimę. Zamysł nasz jest taki, że rabaty przybliżą Was jeszcze bardziej do esencji Natury, czyli półproduktów naturalnych, co pozwoli wiośnie wybudzić się z zimowego letargu!




I na koniec jeszcze jedna dobra wiadomość, dotarła w końcu nowa dostawa! Znowu możecie zamawiać: spirulinę, peelingu enzymatyczny z owoców tropikalnych oraz maskę algową peel-off z acerolą i witaminą C.

Serdecznie zapraszamy do zakupu!

Poznaj swoją buzię, czyli kilka słów o rodzajach cery

środa, 13 marca 2013

11 komentarze

Jak często zdarza się Wam, że Wasza buzia odmawia posłuszeństwa? Wklepujecie w nią przeróżne kremy, maseczki, toniki i nic… Załamujecie się, że nie potraficie ujarzmić własnej cery, bo na niej nadal występują niedoskonałości, a Wam skończyły się już pomysły, jak z nią walczyć.

Po pierwsze, musicie uświadomić sobie podstawową rzecz: z cerą nie walczymy, bo nigdy z nią nie wygramy. Cerę przyjmujemy taką, jaka jest, oswajamy się z nią i – chcąc, nie chcąc – kochamy ją za to, bo jak kiedyś napisał Antoine de Saint-Exupéry: „Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś” :)

Po drugie, musimy zgłębić tajemnicę naszej cery, czyli poznać, jakiego jest ona rodzaju. Znajomość rodzaju własnej cery stanowi podstawę przy doborze odpowiednich kosmetyków do jej pielęgnacji.

Wbrew pozorom nie każdy krem nadaje się do absolutnie każdego typu skóry. Niestety, źle dobrane kosmetyki mogą wyrządzić nam więcej szkód, niż pomóc w pielęgnacji twarzy. Zamiast oczekiwanych, cudownych efektów możemy zaburzyć produkcję sebum, czego rezultatem będzie zbyt sucha lub przeciwnie zbyt tłusta cera.


Domowe sposoby na poznanie rodzaju cery

W celu określenia rodzaju cery nie musimy biec do kosmetyczki czy dermatologa, możemy to zrobić w domowym zaciszu:

1. Dokładnie oczyszczamy buzię, np. używając emulsji do mycia twarzy (o przygotowaniu olejku myjącego pisałam w poście pt.: Szybkie, alchemiczne czary-mary na zakończenie roku).

2. Następnie buzię równie dokładnie osuszamy ręcznikiem i niczego na nią nie nakładamy!

3. Czekamy 30 minut.

4. Przygotowujemy lusterko i łyżeczkę.

5. Stosujemy test na lusterko, czyli sprawdzamy rozmieszczenia gruczołów łojowych i poziom ich aktywności – przykładamy lusterko do czoła, nosa, policzków i brody, za każdym razem sprawdzając, czy na powierzchni osadził się przezroczysty, lekko tłusty film. Możemy ten test wykonać także za pomocą palców – poprzez dotyk czujemy, które partie są tłuste, a które nie są – lub chusteczki higienicznej czy serwetki.

6. Stosujemy test na łyżeczkę, czyli trzonkiem łyżeczki przejeżdżamy po policzkach oraz czole i sprawdzamy, jak długo ślad pozostaje.

7. Oceniamy wygląd twarzy, czyli przyglądamy się: kolorowi cery, ewentualnym zmarszczkom (możemy wykonać również prosty test na zmarszczki: chwytamy na chwilkę między dwa palce małą fałdkę skóry pod powieką dolną i obserwujemy, jak długo zmarszczka się utrzymuje – może zniknąć nawet od razu), rozszerzonym porom, popękanym naczynkom, sprawdzamy, czy naskórek się łuszczy, czy skóra się błyszczy, czy jest ściągnięta i napięta, czy raczej elastyczna i przyjemna w dotyku, czy występują na niej wypryski (jak dużo ich jest i gdzie najczęściej się pojawiają) itd.


Co może wyniknąć z obserwacji, czyli jak wyglądają poszczególne rodzaje cery?

Cera sucha i wrażliwa

Jeśli skóra ma jasny kolor (często różowo-żółtawy), jest ściągnięta, łuszczy się, a przez cienki naskórek prześwitują rozszerzone naczynia włosowate, do tego pojawiają się fałdy i cienkie linie zmarszczek wokół oczu, ust i na szyi, to wówczas mamy do czynienia z cerą suchą.

Wynik testu na lusterko: na lusterku nic się nie osadziło.

Wynik testu na łyżeczkę: ślad po przejechaniu łyżeczką utrzymuje się przez około 30 sekund.

Cera sucha praktycznie w ogóle się nie świeci, jest raczej matowa, natomiast po umyciu czujemy nieprzyjemne ściągnięcie na całej powierzchni twarzy.

Cera ta jest wrażliwa, skłonna do reakcji alergicznych i delikatna, na zmiany pogodowe, mydło czy wodę może reagować zaczerwienieniem. Ponadto wcześnie pojawiają się na niej zmarszczki – szczególnie w kącikach ust i oczu.

Na przesuszenie skóry może mieć wpływ wiek – większość ludzi po 30. roku życia posiada taką cerę – oraz czynniki atmosferyczne, czyli może ono występować okresowo, np. z powodu działania słońca, wiatru czy mrozu.

W przypadku tego rodzaju cery należy unikać tłustych i ciężkich kremów oraz kosmetyków zawierających w swoim składzie alkohol i dodatki zapachowe, musi być ona za to głęboko nawilżana i odżywiana.

Jaki kosmetyk polecam dla cery suchej? Jeśli chodzi o krem szczególnie polecam krem nawilżający z ekstraktem z prawoślazu i hydromanilem (posiada właściwości głęboko nawilżające oraz pozwala utrzymać odpowiedni poziom wilgotności skóry przez całą dobę), z kolei jeśli chodzi o serum – serum intensywnie nawilżające: algi, NMF, kwas hialuronowy, hydromanil (to idealnie skoncentrowane serum o właściwościach intensywnie nawilżająco-odżywiających, stworzone szczególnie z myślą o suchej i przesuszonej skórze).

Cera dojrzała

Jak sama nazwa wskazuje, cera dojrzała występuje o osób dojrzałych („no shit Sherlock”;)). Umowna granica przy klasyfikacji cery dojrzałej to 35 lat. Zdarza się jednak czasami tak, że trzydziestolatka posiada cerę czterdziestolatki – najczęściej będącą wynikiem niewłaściwej pielęgnacji.

Cera dojrzała ma zwykle cechy albo skóry suchej, albo mieszanej. Oczywiście, w tym przypadku cechą charakterystyczną są zmarszczki (zaczyna się od zmarszczek mimicznych, ale z czasem pojawia się ich więcej, a stare pogłębiają się) i zdecydowane pogorszenie wiotkości naskórka. Charakterystyczne są również częste wypryski, rozszerzone naczynka i przebarwienia skóry.

Jeśli posiadamy właśnie cerę dojrzałą, wówczas sięgamy po kosmetyki przeciwstarzeniowe, które spłycą zmarszczki i odpowiednio nawilżą skórę, zmniejszając przy tym wiotkość naskórka.

Cera naczynkowa

W tym przypadku nie musimy przeprowadzać „łyżeczkowego testu”, wystarczy, że spojrzymy w lustro. Tego typu cera charakteryzuje się widocznymi, popękanymi naczynkami i wzmożoną skłonnością do rumienia i czerwienienia się. Osoby z taką cerą posiadają bardzo wrażliwe naczynia krwionośne, które pod wpływem gwałtownego kurczenia się i rozszerzania (np. z powodu nagłych skoków temperatur, stresu czy jedzenia ostrych lub gorących dań) zaczynają być widoczne na skórze jako tzw. pajączki lub pojedyncze czerwone linie.

Co polecam do cery naczynkowej? Na pewno wszelkie kosmetyki z dodatkiem ekstraktu z czarnego bzu, ponieważ genialnie ochrania on kruche naczynka włosowate, zwiększając ich elastyczność.

Cera tłusta

Cera tłusta natomiast prezentuje się całkowicie odmiennie od wyżej wymienionych. Otóż jest ona najczęściej gruba i szorstka. Ma przeważnie ziemistą i szaro-żółtawą barwę. Widać na niej rozszerzone pory i zaskórniki (te pojawiają się ze względu na brak snu, ostre lub słodkie potrawy, wahania hormonalne, niedokładne oczyszczanie twarzy itd.). Nieprawidłowe wydzielanie łoju w przypadku cery tłustej powoduje błyszczenie się skóry, w efekcie czego na tego typu cerze łatwo o trądzik.

Wynik testu na lusterko: na lusterku pojawił się wyraźny, tłusty film.

Wynik testu na łyżeczkę: ślad po przejechaniu łyżeczką od razu znika.
Plusem takiej cery są późno pojawiające się zmarszczki. Całkiem dobrze znosi mróz, śnieg i słońce. Stosujemy tu raczej kremy nietłuste (no chyba że jest zima), nawilżające, ja osobiście polecam krem do cery trądzikowej: trikenol, ekstrakt z zielonej herbaty i aloesu – sama posiadam cerę tłustą i ten krem sprawdza się doskonale :)

Cera mieszana

Wśród wielu z nas występuje cera mieszana. Przeważa ona u osób w wieku 20-25 lat. Najgorsza zmora doprowadzająca do szewskiej pasji niejednego posiadacza. Jak sama nazwa wskazuje jest połączeniem cery suchej i tłustej. Broda, nos i czoło (czyli tzw. strefa „T”) są tłuste, natomiast policzki – suche.

Wynik testu na lusterko: na lusterku pojawił się wyraźny, tłusty film po przyłożeniu do niego czoła, brody i nosa, po przyłożeniu policzków nic się nie pojawiło.

Wynik testu na łyżeczkę: ślad po przejechaniu łyżeczką po czole znika od razu, natomiast w okolicach policzków utrzymuje się przez około 30 sekund.

Cera mieszana jest niezwykle trudna w pielęgnacji,bo bardzo ciężko jest dobrać do niej odpowiednie kosmetyki. Najlepiej pielęgnować ją odpowiednio do cech poszczególnych partii, czyli w czoło, nos i brodę wklepujemy kosmetyki przeznaczone do cery tłustej, natomiast w policzki – do cery suchej. Jeśli natomiast brakuje nam czasu lub aktualnie po prostu nie stać nas na zakup obu rodzaju kosmetyków, możemy zastosować neutralny krem z kwasem migdałowym 5%, ponieważ z jednej strony przeznaczony jest do skóry z tendencją do powstawania wyprysków, zaskórników, a z drugiej – do skóry suchej oraz z objawami starzenia się.

Cera normalna

Cera normalna to niestety niespełnione marzenie większości z nas. Nie ma niej rozszerzonych porów, krostek, przebarwień, wyprysków, jest za to przeważnie różowa, napięta, gładka i jędrna jak pupa niemowlaka :). Ponadto nie błyszczy się, a zmarszczki pojawiają się stosunkowo późno.

Wynik testu na lusterko: ślad na lusterku ledwo widoczny.

Wynik testu na łyżeczkę: ślad po przejechaniu łyżeczką znika dość szybko, prawie w ogóle go nie widać.

Najczęściej taką cerą mogą pochwalić się osoby poniżej 20. roku życia, przy czym dobra pielęgnacja może jak najbardziej przedłużyć taki stan rzeczy – trzeba pamiętać o codziennym, porannym i wieczornym rytuale Przy takiej cerze w zasadzie można stosować wszystkie kosmetyki (ale odradzam te zawierające alkohol), gdybym miała cerę normalną pewnie zdecydowałabym się na krem odżywczo-nawilżający do każdego rodzaju cery: granat, lukrecja, kwas hialuronowy, malina, marchewka.



Znając już rodzaj swojej cery, śmiało możemy przystąpić do jej pielęgnacji. Pamiętajcie jednak, że „test na lusterko i łyżeczkę” nie jest żadną wyrocznią, jeśli macie jakieś wątpliwości – udajcie się po prostu do kosmetyczki, ona nie tylko powie Wam, jaki rodzaj cery posiadacie, ale także doedukuje Was w sprawie jej pielęgnacji :)


PS. Obiecuję, że niedługo dodam posty z opisem poszczególnych rodzajów cery i dostosowaną do nich pielęgnacją, jeśli jesteście zainteresowani tą tematyką – śledźcie mojego bloga na bieżąco. Całuję!

Jak zadbać o swoją skórę zimą? Część II: na ratunek skórze całego ciała!

czwartek, 28 lutego 2013

6 komentarze
Może i termometry wskazują dodatnią temperaturę, ale nie dajcie się zwieść - zima jeszcze nie powiedziała swego ostatniego słowa. Na zewnątrz wciąż jest dość mroźno, a i wiatr nie daje za wygraną. Dlatego nie możemy zapominać o szczególnej pielęgnacji naszego ciała.

W zasadzie wszystkie zimowe zagrożenia negatywnie wpływające na skórę twarzy, o których pisałam w notce: "Jak zadbać o swoją skórę zimą? Część I: pielęgnacja twarzy", wpływają niekorzystnie również na skórę całego ciała, a o nim niestety w zimowe dni po prostu zapominamy. Chowamy je pod warstwami ubrania i wydaje się nam, że tam jest zupełnie bezpieczne i nic mu nie grozi. Spójrzmy prawdzie w oczy - zimą faworyzujemy buzię, smarując ją na potęgę kremami, olejkami i maskami. Tymczasem powinniśmy zadbać o każdy milimetr skóry ciała, ale tego nie robimy, za co należą nam się porządne cięgi (chociaż może jednak oszczędźmy nasze, już i tak poszkodowane, ciało ;)). 

Czy wiecie, że zimą nasza skóra jest nawet bardziej narażona na wysuszenie niż latem, ponieważ wilgotność powietrza w ogrzewanych do granic możliwości pomieszczeniach może spaść aż do 10 proc. (czasem nawet niżej)? Dzieje się tak zwłaszcza, gdy otwieramy okno i do maksymalnie ogrzanego pomieszczenia wpuszczamy mroźne powietrze, które przez duży skok temperatury traci swoją wilgotność. A jak myślicie, co dzieje się ze skórą naszego ciała, która przez większość czasu przebywa w tym niemal pozbawionym wilgotności pomieszczeniu? Otóż to, przesusza się biedaczysko. 

Oczywiście, latem skóra również ulega przesuszeniu, zwłaszcza po opalaniu, ale przecież wówczas dbamy o nią, smarujemy ją przed i po opalaniu przeróżnymi balsamami i olejkami z dużymi filtrami przeciwsłonecznymi oraz mocno nawilżającymi. Zimą natomiast całkowicie zapominamy, że w ogóle mamy skórę. W tajemniczy sposób staje się ona bytem odrębnych i niezależnym.

Do tego, jeśli w naszym otoczeniu znajdują się palacze - którzy nie chcąc narażać się na przemarznięcie, palą w domach - nasza skóra może zostać uszkodzona przez wolne rodniki, a co za tym idzie - straci resztki zapasów wilgoci.

No dobrze, przez całe dnie jednak nie przebywamy w zamkniętym pomieszczeniu, bo przecież zdarza nam się wyjść na dwór, a tam czyha już na nas bardzo niska temperatura. I wiecie, którą część ciała atakuje w pierwszej kolejności? Nie, wcale nie twarz i dłonie moi drodzy, bo te są chronione przez kremy i oleje. Otóż mroźne powietrze w pierwszej kolejności dociera do naszych nóg, ponieważ te przykryte są jedynie jedną warstwą spodni (no powiedzcie szczerze, kto z Was nosi rajstopy?;)). Dodajmy jeszcze, że spodnie zapewne są wełniane, a tego typu materiał może dodatkowo podrażnić naszą skórę.

Naskórek, próbując walczyć z tymi wszystkimi niekorzystnymi czynnikami, pogrubia się. Efektem tego jest szorstka, sucha, mało elastyczna, łuszcząca się i nieprzyjemna w dotyku skóra. 

Nie martwcie się jednak, przecież istnieje wyjście z każdej sytuacji - nawet tej najbardziej beznadziejnej ;) Po pierwsze, musimy sobie uświadomić, że skóra ciała również zimą wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Po drugie, należy przystąpić krok po kroku do owej pielęgnacji.


Krok pierwszy - oczyszczanie skóry

Stosujmy takie żele po prysznic, które nie zawierają alkoholu, bo alkohol wysusza skórę i dodatkowo ją może podrażniać. Wybierzmy raczej preparat o właściwościach nawilżających - a nawet natłuszczających - i łagodzących.

Ze swojej strony polecam Wam żele (mydła) oparte na naszej bazie mydlanej.

Taka baza stanowi nowoczesny i ekologiczny produkt do codziennej higieny nie tylko ciała, ale i twarzy, a nawet włosów. Zawiera wyłącznie naturalne, bezpieczne substancje konserwujące, bez użycia parabenów i substancji zapachowych. Ma delikatny, naturalny zapach, dobrze się pieni, a co najważniejsze - nie podrażnia, ani nie wysusza skóry. 

Baza przeznaczona jest właśnie dla takiej skóry, która stanęła w szranki z zimą, czyli skóry wymagającej, skłonnej do podrażnień, delikatnej, suchej, chorej i problematycznej. Co więcej, baza nadaje się do higieny intymnej oraz po depilacji. 

Dzięki takiej gotowej bazie można skomponować własne mydło, bez konieczności grzania i przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów. Stworzony kosmetyk z naszej bazy delikatnie myje, nawilża, wygładza, odżywia, chroni i regeneruje skórę.

Posiadamy dwa rodzaje bazy:
  • Bazę mydła roślinnego - naturalne mydło stworzone na podstawie bazy delikatnie myje oraz stanowi źródło odżywczych substancji dla skóry. Do takiej bazy dodajemy do 5 proc. ekstraktów i substancji aktywnych. Można ją wzbogacić także dodatkowo witaminami oraz nutami zapachowymi.
  • Oliwkową bazę mydlaną - naturalne mydło oliwkowe stworzone na podstawie bazy to produkt o nietuzinkowych właściwościach. Nadaje się przede wszystkim do higieny skóry wymagającej natłuszczenia (idealne więc na zimę!), skóry delikatnej, problematycznej, narażonej na częste i szkodliwe działanie detergentów. Po użyciu pozostawia skórę czystą, gładką i lekko natłuszczoną. Co więcej, po zastosowaniu mydła skóra nie wymaga użycia kremów czy balsamów (chociaż w zimie jednak radziłabym ją dodatkowo nawilżyć).
Jeśli natomiast nie macie czasu na własnoręczne tworzenie mydełek, polecam Wam gotowe zestawy, np. takie mydło roślinne zawierające ekstrakt z Szałwii muszkatołowej oraz hydromanil powoduje natychmiastowy wzrost poziomu nawilżenia skóry i pomaga w utrzymaniu go do 24 godzin od momentu aplikacji,. Z kolei mydło zawierające ekstrakt z aloesu lub ekstrakt z rumianku oraz kompleks morski z algami wykazuje silne działanie łagodzące, kojące, przeciwzapalne i regenerujące. Powoduje szybsze gojenie się ran i odbudowuje barierę lipidową skóry, a aloes dodatkowo nawilża.

 

Krok drugi - nawilżanie

Zimą absolutnie nie możemy zapominać o regularnych nawilżaniu naszej skóry. Najlepiej codziennie, po każdej kąpieli!

Skórę można nawilżać na trzy sposoby, stosując:
  • Masła - ponieważ doskonale natłuszczają, a tym samym chronią skórę przed mrozem. Do tego, posiadają szereg innych, niezwykle korzystnych dla skóry właściwości - są bogatym źródłem nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin i mikroelementów, a także drogocennych substancji aktywnych. Masłami najlepiej smarować się wieczorem, bo w nocy mamy mniej ubrań na sobie i masła wraz w cennymi składnikami lepiej wchłoną się.
  • Oleje, które nie muszą stanowić wyłącznie dodatku do balsamów, można je także stosować samodzielnie. Regenerują skórę, zabezpieczają ją przed nadmierną utratą wody, pielęgnują i odżywiają naskórek.





Oleje i masła warto dobierać, biorąc pod uwagę potrzeby skóry, wówczas najlepiej zostaną wykorzystane ich właściwości.



Krok trzeci - domowe SPA

Pisząc "domowe SPA", mam na myśli to, że przynajmniej raz na tydzień powinniśmy zafundować naszemu ciału coś więcej niż codzienne oczyszczanie czy nawilżanie.
  • Peeling ciała - skóra zimą jest przesuszona i łatwo się łuszczy, dlatego powinniśmy usuwać martwy naskórek, by przywrócić jej piękny wygląd. Tak samo jak w przypadku twarzy mamy dwa rodzaje peelingów do wyboru:
+ Peeling enzymatyczny, który jest przyjacielem gładkiej i czystej skóry. Martwe komórki złuszcza bardzo delikatnie. Drobinki zawarte w peelingach ziarnistych mogą podrażnić suchą i wrażliwą skórę, tymczasem peeling enzymatyczny działa inaczej – zawarte w nim enzymy rozpuszczają naskórek.

+ Peeling mechaniczny zawiera drobinki ścierające, usuwa martwe komórki naskórka z powierzchni skóry, złuszczając ją. Dzięki temu doskonale oczyszcza skórę oraz poprawia mikrokrążenie, przez co skóra ciała zyskuje zdrowy koloryt, staje się jaśniejsza, szybciej się regeneruje, wytwarzając nowe komórki. Regularne złuszczanie doskonale przygotowuje skórę do wchłaniania substancji zawartych w balsamach, masłach i olejach. Ze swojej strony gorąco Wam polecam gruboziarnisty peeling z pestek malin. Jest to peeling mechaniczny pozwalający usuwać martwe komórki oraz poprawić koloryt skóry, idealnie nadaje się do stosowania na ciało, ponieważ posiada grube ziarna (super masuje ciało). Po zastosowaniu peelingu skóra staje się gładka, jędrna i odświeżona. Peeling poprawia mikrokrążenie oraz dotlenia skórę i ułatwia usuwanie toksyn.
  • Glinki - nawilżają, ujędrniają, zwężają pory, redukują pajączki oraz cellulit, a także przyspieszają zabliźnianie się ran. Stosuje się je od wieków, chętnie używane są w uzdrowiskach, gabinetach kosmetycznych oraz odnowy biologicznej, ale można je stosować także samodzielnie, w domowym zaciszu, np. wsypując je do kąpieli.

  • Algi - można dodać je do kąpieli, co skutecznie odżywi i zrelaksuje skórę, lub zastosować jako maskę do ciała, która jest dealna jako serum pod rozgrzewającą glinkę czerwoną (wymieszać w proporcji 1:1 z wodą, nałożyć na ciało, po czym algi przykryć maską z glinki czerwonej, po 20 minutach całość zmyć). Algi są idealnym sposobem na zdrową i młodo wyglądającą skórę. Odpoczynek pod taką maską z alg to prawdziwa uczta dla suchej i wrażliwej skóry, ponieważ przywracają one skórze, nadwyrężonej codziennym stresem, moc regeneracji, właściwe nawodnienie i nawilżenie oraz zapobiegają procesom starzenia. Właściwości alg trudno przecenić – są bogate w potrzebne do prawidłowego funkcjonowania skóry aminokwasy, związki krzemu, wapnia, jodu oraz cenne mikroelementy. Zawarte w nich witaminy mają bardzo stabilną formę, co zapewnia ich silniejsze działanie. 


Efekty pielęgnacji ciała zimą będą widoczne także latem i latem będzie nam łatwiej o nie zadbać. Dlatego też nie zapominajmy, że skóra ciała podczas mroźnych dni wymaga szczególnej pielęgnacji. Ponadto pamiętajmy o dłoniach. Polecam Wam krem do rąk odżywczo-regenerujący z ekstraktem z rumianku, który przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchej i zniszczonej skóry dłoni. Doskonale nawilża i odżywia, nadaje dłoniom gładkości, elastyczności i miękkości. W skład kremu wchodzą: drogocenny olej karite, roślinny ekstrakt z rumianku, hydromanil oraz witamina B5 będąca podstawą zdrowej i odżywionej skóry.



Napiszcie proszę, jakie są Wasze sposoby na pielęgnację ciała zimą :)